O autorze
Justyna Mleczak (1993), studentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stawia pierwsze kroki w reporterskim rzemiośle. Zafascynowana potęgą Słów, należy do zanikającego gatunku osób, ceniących tradycyjne listy nad e-maile. Łączy zainteresowania filologiczno-literaturoznawcze z historycznymi. Obieżyświat, który na świat stara się patrzeć przez krzywe zwierciadło. W wolnych chwilach poetyzuje, uprawia siatkówkę, turystykę aktywną, biega; goniąc za sobą samą, zawsze w niedoczasie. Zwyciężczyni konkursu dziennikarskiego „O tym nie czytaliście” Gazety Wyborczej (2012).

O książkach i wartościach (odżywczych)

www.greenprophet.com
Podobno Polacy nie czytają książek. Jaka więc radość maluje się na twarzach bibliofilów, kiedy wchodząc do tramwaju, dostrzegają zatopioną w lekturze potencjalną bratnią duszę. Dyskretnie podchodzą, obstawiając w myślach nazwiska i kanony. Z nadzieją na zmarszczonych czołach zaglądają przez ramię... Czar pryska, jakby zajrzeli do garnka, spodziewając się szyjek rakowych, a trafiając na bigos z kiełbasą.

Do kebaba z okienka bez skrępowania można dobrać „Przegląd Sportowy” czy nawet „Fakt”. W eleganckiej restauracji z sushi uzasadniona będzie manga, ale większy respekt wzbudzi Murakami, a już wybitnym snobizmem okaże się rzucanie od czasu do czasu okiem na dziełko z biogramem Kobo Abe na skrzydełkach. Nie pogryzie się Big Mac nawet z Coelho, ale bez, powiedzmy, reportażu z Czarnego przez gardło nie przejdzie nam ani kęs wegańskiego burgera z tempehem.
Literatura i żołądek, okazuje się, mają ze sobą wiele wspólnego. I nie chodzi tylko o pożeranie książek.

Szkolna stołówka – czy znajdzie się ktokolwiek, kto nie wiąże z tym miejscem przynajmniej jednej dziecięcej traumy? Pieczarkowa o niepewnej konsystencji? Jajo w podejrzanym, szarawym sosie? I niezawodna kopalnia zdrowia, czyli bliżej niezidentyfikowana, zielona papka: szpinak!
No właśnie, ten szpinak. Mówili, że zdrowy, że trzeba, że minerały i wartości. I właściwie nie pamięta się smaku, nie pamięta się nawet, czy w ogóle próbowało się kiedykolwiek ulubionego dania Popey'a , zanim zepchnięte zostało do najmroczniejszego tabu. Wystarczył przymus – jedz!
Obok szkolnego menu jeszcze jeden spis spędzał sen z powiek, a co wrażliwszych przyprawiał o sensacje żołądkowe: lista lektur. Obecność na tej liście skazywała nawet najgłośniej wzywającą z półki pozycję na pogardliwe odrzucenie. Zwłaszcza że argumenty za jej zaakceptowaniem i skonsumowaniem były analogiczne do tych stołówkowych. Trzeba, przyda się, wartościowe!

Taaak, wartości odżywcze literatury...
Neil Gaiman w jednym ze swych felietonów stwierdził, że najlepszym sposobem na zabicie w dzieciach miłości do książek jest podsuwanie im dzieł „ambitnych”, „wartościowych”, przy jednoczesnym deprecjonowaniu tych czytelniczych wyborów, które uważają za fascynujące. Nie ma złych książek dla dzieci, mówi Gaiman. I nie każdy ma ten sam smak, co ty.

W tym momencie nadszedł czas na rachunek sumienia.
1) Tak, ja, niżej podpisana, przebiegająca niemal codziennie kilkanaście kilometrów, unikająca słodzonych napojów i fast foodów, konkurująca z udomowionym Bugsem w konsumowaniu surowej marchewki, białej kapusty, fasoli i innych strąków – mam słabość do żelków, nie odmówię kaszanki, jestem mistrzem w dyskretnym podkradaniu kruszonki z babcinych ciast.
2) Tak, ja, niżej podpisana, zobowiązana na studiach do czytania zatrważającej niektórych liczby stron, zawalająca pamięć iPoda audiobookami, zawyżająca roczną średnią czytelniczą kilkudziesięciokrotnie – wygrywałam podstawówkowe rankingi czytelnicze dzięki rekordowej liczbie wypożyczeń komiksów i mam słabość do literatury fantastycznej.

Żelki do diety wnoszą mniej więcej tyle wartości odżywczych, co przeciętne magiczne czytadło. Oczywiście, istnieją żelki wzbogacone witaminami, pastylki do żucia z tranem, istnieje monumentalna Diuna Franka Herberta i dystopijna Wojna światów Herberta Georga Wellsa. Jednak powiedzmy sobie szczerze, to ułamek w oceanie dostępnych produktów. A w ogóle to żelki lepiej zastąpić jabłkiem, a ród Atrydów – Buddenbrookami.
Prawda, że lepiej?
Trwa ładowanie komentarzy...